| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Zakładki:
KONTAKT: jazon3@o2.pl
Tagi
stat4u
Kategorie: Wszystkie | Święta
RSS
poniedziałek, 06 kwietnia 2015
U(rodziny)

U. zadała mi ostatnio pytanie: Czy ja się kiedyś doczekam czegoś o Włoszech na blogu? Dzisiaj, w jej urodziny zdałem sobie sprawę, że nikt inny o moim blogu już nie mówi. Tylko ona. Doczekasz się. Obiecuję.

Każdy ma swoją Maceratę...

Tagi: u
23:25, piotrfigura
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 grudnia 2014
Narodził się

i jest. I będzie. I choć czasami nie mam już sił do Niego, to cieszę się, że jest. Bo co by było, gdyby Go nie było? Kim bym był, gdyby On się nie urodził? Byłoby mnie pół albo jeszcze mniej. Myślałbym o połowę mniej, mówiłbym o połowę mniej, raniłbym o połowę mniej i o połowę mniej bym dawał. O połowę mniej płakał i radował się o tyle za mało. Byłbym pół-człowiekiem, pół-facetem, pół... kim tam jeszcze jestem...

Rok temu napisałem, że jeśli świat nie cieszy się na narodziny dziecka, to coś z nim jest nie tak. A pół roku potem urodził się On i czasami nie mam ani pół-siły do Niego, ale się cieszę, że jest.

W tym roku Boże Narodzenie znaczy dla mnie trochę więcej niż rok temu. Mam wrażenie, że tak powinno być. Wesołych Świąt!

Boże Narodzenie

Tagi: Wesołych
22:57, piotrfigura
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 24 listopada 2014
24.11.1991

Queen Forever mogłaby być ciekawą płytą, gdyby Brian May i Roger Taylor bardziej się postarali i gdyby tak bardzo się nie spieszyli. Jestem fanem Queen i nie podoba mi się ukazują się kolejne albumy typu "the best of" lub "greatest hits". Queen ma w dyskografii bardzo dużo kompilacji i jeśli panowie chcieli zarobić trochę kasy, to powinni wznowić te albumy lub zebrać je w atrakcyjny box...

Queen Forever byłaby wydarzeniem na miarę Made in heaven, gdyby poczekać z nią jeszcze ze 2-3 lata, odnaleźć w studio jeszcze ze 3 piosenki, w których Freddie śpiewa, dopracować je, oddać najlepszym producentom muzycznym na świecie (bez wątpienia ktoś taki sam by się zgłosił). A jeśli takowych utworów już nie ma, to przełknąłbym nawet duety Freddiego z Adamem Lambertem dogranym dzisiaj, naprawdę bym przełknął... Nic bym nie powiedział, gdyby ktoś zrobił z piosenek Queen konceptalbum typu Love Beatlesów... Nie miałbym nic do tego, gdyby obok nagrań studyjnych ukazały się koncertowe... Ehhh...

Queen Forever mogłaby być ciekawą płytą, gdyby było na niej 6-7 naprawdę nowych, ciekawych utworów... A tak mamy płytę, którą każdy fan Queen kwituje kwaśnym uśmiechem. Szumne zapowiedzi z początku roku niestety się nie sprawdziły. Otrzymaliśmy kolejną kompilację (w pięknej okładce) i tylko 3 "nowe" piosenki, chociaż wiadomo, że w archiwach jest ich więcej (np. nagranie z Michaelem Jacksonem pt. State of shock). 

No, ale dość tego narzekania. Muzyka broni się sama. Let Me in Your Heart Again to świetna piosenka, no i słychać w niej energię Freddiego Mercurego, którego 23 rocznica śmierci właśnie mija:

Tagi: queen
21:26, piotrfigura
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 listopada 2014
Nasza Wieża Babel

Tam nasz początek! - pisał Czesław Miłosz w Traktacie poetyckim, wskazując na poetów Młodej Polski, którzy dali początek nowoczesnej poezji polskiej. Kto dzisiaj ich czyta? Tylko profesorowie od literatury i część studentów polonistyki, ta druga część powinna być objęta ogólnopolskim programem pt. Cała Polska czyta studentom polonistyki (cytat za prof. Adamem Kulawikiem), czyli Ci, którzy muszą. A ilu prostych ludzi zrozumiałoby dzisiaj to, co oni pisali? Nie mówię o "duszach i eterach", bo tego sami do końca nie rozumieli, mówię o języku. Jak bardzo się zmienił przez 120 lat? Ile zrozumielibyśmy słuchając Jana Kochanowskiego? Jak bardzo się zmienił nasz język od 1136 roku (od zanotowania pierwszych polskich słów w Bulli gnieźnieńskiej)? A jak bardzo zmienił się od narodzin Chrystusa? Czy wtedy już istniał język polski?

Ostatnio się zawstydziłem, gdy nie umiałem w prostych słowach odpowiedzieć na pytanie: Skąd się wziął język polski? I poczułem się jak uczeń. Coś dzwoniło, ale nie wiadomo czy to dzwon i czy kościelny ;) Dlatego przygotowałem sobie ściągę, na wypadek następnej takiej sytuacji. Oto krótka historia naszej Wieży Babel. Stephen Hawking mówi na początku tej piosenki: For millions of years mankind lived just like the animals. Then something happened which unleashed the power of our imagination. We learned to talk...

Trudno dziś stwierdzić kiedy powstał język praindoeuropejski - matka wszystkich języków azjatyckich i europejskich. Możemy podejrzewać, że ludność mieszkająca na stepach północnej Europy, 3 tysiące i więcej lat przed naszą erą, mówiła tym właśnie językiem. Gdy ta grupa ludzi zaczęła się dzielić na mniejsze, a następnie przesiedlać na wschód, zachód i południe, język praindoeuropejski przemieszczał się wraz z nimi. Dotychczas w tym języku się modlili, walczyli, kłócili się, kochali się, rodzili dzieci i umierali. Teraz w tym języku też wędrowali, a wędrówki trwały bardzo długo. Jedni szli w stronę gór, drudzy w stronę morza... Odległości między ludźmi się zwiększyły, a gdy poszczególne grupy osiadły już na stałe w wybranych terenach, język osiadł wraz z nimi, ale nie był już sobą. Zmieniła go podróż, przestrzeń, góry, morza, lasy i pokolenia.

Czy istniała Wieża Babel? Jeśli tak, to raczej nie w Europie. Tutaj nikt nie zadawał sobie trudu, żeby wspiąć się do nieba. W micie o Wieży Babel rozejście się ludzi w różne strony świata następuje z powodu boskiej interwencji. Bóg miesza języki budującym wieżę, aby nie mogli jej dokończyć. Karze ich za pychę... Początek naszego języka był inny. Ale może to właśnie Bóg pomieszał języki, gdy kazał ludziom wędrować?

Podział języka praindoeuropejskiego na mniejsze grupy trwał bardzo długo i był procesem. A co było skutkiem tego procesu? Otóż na przełomie trzeciego i drugiego tysiąclecia przed naszą erą wyłoniło się z niego 5 grup językowych w Azji (indyjska, irańska, tracko-ormiańska, tocharska, hetycka) i 7 grup językowych w Europie (grecka, italska, liryjska, celtycka, germańska, bałtycka i słowiańska). Bałtycka i słowiańska współistniały jakiś czas w obrębie jednego terenu. Nie trwało to długo, ale języki bałtyckie i słowiańskie się przemieszały. Rozpad nastąpił oczywiście z powodów migracji i przyrostu ludności.

Pradziadek języków słowiańskich, tzw. język prasłowiański zaczął się kształtować między 1500 a 1300 rokiem przed naszą erą. Po dalszych wędrówkach ludów i poszukiwaniach nowych terenów do zamieszkania, które trwały przez kolejne wieki, język ten rozpadł się na trzy duże grupy języków, które z kolei podzieliły się na podgrupy, z których wyłoniły się języki narodowe (patrz w nawiasie!):

1. języki południowosłowiańskie (słoweński, serbsko-chorwacki, bułgarski, macedoński, staro-cerkiewno-słowiański),

2. języki wschodniosłowiańskie (rosyjski, ukraiński, białoruski),

3. języki zachodniosłowiańskie, z których wyłoniły się podgrupy dialektalne:

a) czesko-słowacka (język czeski, słowacki),

b) łużycka (dolnołużycki, górnołużycki),

c) lechicka, która między VI a VIII wieku naszej ery, obejmowała plemiona połabskie (żyjące między dolną Łabą a Odrą), pomorskie (słowińskie i kaszubskie) oraz plemiona Bobrzan, Dziadoszan, Golęszyców, Lędzian, Opolan, Polan, Ślężan, Wiślan (m.in. dzisiejsze Podkarpacie) i innych... Te plemiona się zjednoczyły i utworzyły naród polski. Zjednoczenie plemion dało początek państwu, ale i językowi polskiemu.

Gdy rodził się Chrystus nie było jeszcze języka polskiego. Wtedy najprawdopodobniej następował rozpad języka prasłowiańskiego. Musiało minąć kilka wieków, aby nabrał on charakteru odrębności. Tak jak i państwo. A gdy książęta plemienni Polan zaczęli jednoczyć sąsiadujące ze sobą tereny, to już poszło z górki :) Piast był ojcem Siemowita, który był ojcem Lestka, który był ojcem Siemomysła, który był ojcem Mieszka... A potem minęło tysiąc lat i urodził się Czesław Miłosz, który pewnie nie dorozumiałby się z Mieszkiem, ale już z Władysławem Jagiełłą tak... Miłosz tłumacząc Księgę Psalmów, korzystał z Psałterza puławskiego, zabytku języka polskiego z XV lub XVI wieku i Psałterza floriańskiego z XIV lub XV wieku. I pewnie nie obraziłby się, gdybym powiedział, że właśnie tam nasz początek!

Nigdy nie usłyszymy języka praindoeuropejskiego, ani prasłowiańskiego, możemy się tylko domyślać jak one brzmiały. Język polski zaczyna się od pierwszych zapisanych po polsku słów. Od Bulli gnieźnieńskiej, z 1136 roku, która zawiera 410 polskich wyrazów i od Księgi henrykowskiej z drugiej połowy XIII wieku, gdzie również jest mnóstwo polskich wyrazów, ale i pierwsze zdanie w języku polskim utrwalone na piśmie: daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj.

Czy Księga henrykowska trafi na listę UNESCO, dowiemy się w połowie 2015 r.

Tagi: na języku
21:06, piotrfigura
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 listopada 2014
"Katar" Stanisława Lema ...

... powoli dogania rzeczywistość. Napisana w 1975 r. futurystyczna (to moje odczucie, bo źródła mówią o współczesności) powieść detektywistyczna pokazuje świat, który dla nas nie jest dziwny, ani obcy, znamy go z telewizji, internetu, gazet, a nierzadko z autopsji. Jeśli Stanisław Lem niemal 40 lat temu umiał spojrzeć w przyszłość i opisać zagrożenia cywilizacyjne, z którymi mamy obecnie do czynienia, to można zapytać skąd o nich wiedział, skąd wiedział, że wzrośnie zagrożenie terrorystyczne, a zamachy staną się codziennością; że strajki będą paraliżować międzynarodowy transport; że wolność jednostki zostanie posunięta do absurdu, a poza tym będzie towarzyszył nam przepych i chaos. Ale kto by się nad tym zastanawiał, przecież są ważniejsze sprawy, na przykład ludzkie życie i śmierć. I właśnie w historii opowiedzianej w "Katarze" to śmierć jest głównym tematem. Mówi się "zobaczyć Neapol i umrzeć", Lem rozbija to powiedzenie na składniki pierwsze i zadaje czytelnikowi zagadkę, która trzyma go (nas!) w napięciu niemal do ostatniej, 146 strony.

Dlaczego zobaczyć? Dlaczego Neapol? I najważniejsze - dlaczego umrzeć? Dlaczego Panie Lem?


Katar Lem

To druga powieść Lema, po "Solaris", którą poznałem i jestem zdumiony jak bardzo różnią się od siebie i jak obie są genialnie napisane. Lem to był wielki pisarz! W "Katarze" to nie przestrzeń kosmiczna jest areną zdarzeń, jest nią Ziemia, dobrze nam znana i coraz mniejsza dla nas. Akcja toczy się w trzech miastach, względnie w drodze z jednego miasta do drugiego. Neapol, Rzym, Paryż... w tej kolejności. Narratorem jest mężczyzna, Kanadyjczyk, były astronauta, który niestety nie stał się drugim Neilem Armstrongiem, choć mógł polecieć na Marsa... Jest jednak nieprzeciętnym facetem, bo przeszedł przeszkolenie w Ameryce i potrafi działać w ekstremalnie trudnych warunkach. Dzięki temu nadaje się znakomicie do wykonania tajnej misji, która związana jest z tajemniczymi wypadkami śmierci w Neapolu... Czy mamy do czynienia z seryjnym mordercą? A może to terroryści? Zagadka jest zawiła i były astronauta pokonuje wiele przeszkód i granic, by zbliżyć się do jej rozwikłania. W świecie chaosu, szukanie punktów odniesienia, np. cech wspólnych dla wszystkich ofiar, jest jak wróżenie z fusów. I jak tu stworzyć choćby prawdopodobny profil mordercy, morderców? A może warto zaufać ślepemu losowi, tylko czy istnieje coś takiego?

Od rana mam katar... Taka pora. Czy mam się zacząć martwić? Kicham, jak Katarzyna Groniec na końcu tej piosenki. O nie! Czy jest jakiś ratunek?

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 44